Gdy do mnie mówisz
Asfaltem czuć ci z ust
Tynk pęka
A w tle
Wierzby sztywne paradują
pod wentylator
Jak zaczniesz cedzić
Tak mówisz sześc dni
Ty moja mutacjo Pana Boga
Obciążona genetycznie
Obłokami wokół
Gdy do mnie wzdychasz
Twoje oskrzela jak rotory
szemrzą
A spaliny, szkło i beton
Falują ci w oczach
Gdy podajesz mi torbę lub tacę
Nakładasz ziemniaki
Idziesz przez przedpokój
Prasujesz pod parą
przed pracą
Przepijając herbatą
To: listonosz już w drzwi
wtyka perfidne awizo
nie bacząc, że chwili tej
bibelot druzgocze
To: samolot wojskowy
za szybą wyskoczy
To: telefon zadzwoni-
- ktoś cyfrę pomyli
To: na drugim kanale pusty
sejm błyśnie smętnie
To: karetka z jazgotem
się wtrąci w pół zdania
Albo: dziecko wyduka – dada,
baba, mama
Lub: wnet jogurt do sklepu na dole
dowożą….
Bo gdy do mnie mówisz
Świat robi rundę honorową
I wchodzi drzwiami obok